To wymówka, nieświadoma, wspaniała wymówka na wypadek ...
Pierwsze o czym pomyślałam to fakt, że mogę nie dobiec do mety, zawieść oczekiwania. Tak, oczekiwania mają wielką nad nami władzę. Jednak czuję, że to jest już krok dalej...
Bo do mety dobiegnę, doczłapię, dojdę można różnie. I tu jest chyba pies pogrzebany, bo chodzi o czas, o tempo, o rywalizację. Pewnie, w każdym biegu jest rywalizacja w końcu masa ludzi startuje...
I tak, chodzi o oczekiwania, o etykietkę i o ocenę...
Na starcie stanę z dwoma przyjaciółkami, młodszymi ode mnie. Co jak nie utrzymam tempa ?
Ale nie o to chodzi w tym biegu nam przecież. Nie o to. A jednak w głębi popieprzonego ego, ukształtowanego latami pod hasłami '' MIEĆ, NIE być'', siedzi taki mały demon, taki zielony kurdupel, który sabotuje...
Więc mam wymówkę, trąbie o bolącym kolanie, tak aby było usłyszane.
Mam powód żeby przegrać.
Zielony kurdupel zwykle wygrywał.
I co ja na to?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz